fot. materiały partnera
Podziel się:
Skopiuj link:

"W dzisiejszych czasach to kobiety są siłaczkami". Wywiad z psycholożką Anetą Kopel

Nieskończoność ma różne znaczenia, jednak nie bez powodu coraz częściej łączymy to słowo z kobiecością. – Nieskończoność to nieustawanie w dążeniu do celu, wytrwałość, pewność, a kobiety są w tym nieocenione – przekonuje psycholog Aneta Kopel. W Rozmowie z Wirtualną Polską terapeutka opowiada o kobiecej sile, stereotypach, siostrzeństwie, a także o tym, jak okazywać samej sobie nieskończone dobro każdego dnia.

Agnieszka Adamska, Wirtualna Polska: Na przestrzeni lat pojęcie kobiecości zmieniało się wielokrotnie. Jak wizerunek kobiet ewoluował i jak postrzegane są dziś?

Aneta Kopel:

Mam wrażenie, że zmiany wizerunku kobiety w ciągu ostatnich dziesięcioleci są tak galopujące, że czasami trudno nad tym nadążyć. Z historii sztuki pamiętamy paleolityczną Wenus z Willendorfu, przysadzistą, o pełnych piersiach, brzuchu i pośladkach. Antyczne, proporcjonalne rzeźby apetycznych kobiet, takich w sam raz. Średniowieczne wydłużone postaci o piersiach krągłych jak jabłuszka. A potem odrodzenie. I barok – nadmiar, rozłożyste biodra, obfite kształty. Zaokrąglona sylwetka to symbol statusu, bogactwa, płodności.

Wraz z rozwojem prasy, a w ciągu ostatnich kilkunastu lat social mediów zmienił się nie tylko sposób komunikacji, ale także kanon piękna. Jeszcze kilka lat temu niekwestionowaną królową była Marylin Monroe – dziś już zrzucona z piedestału. Niegdyś seksbomba o idealnych proporcjach, teraz byłaby uznana za przyciężką i krępą.

Myślę, że nie ma jednego kanonu, są przynajmniej dwa. Jeden kreowany przez prasę i social media, który zamieszkują przeraźliwie chude kobiety, wszystkie bardzo do siebie podobne, o monstrualnych ustach, piersiach i pośladkach, ubrane w obcisłe sukienki. Ten drugi jest zupełnie inny – dotyczy kobiet, jakie widzimy codziennie na ulicy, które starają się w ramach zasobów finansowych wyglądać najlepiej jak potrafią i które czasami inspirują się światem celebrytów, ale przekładają go na swój własny język.

Istnieje stereotyp mówiący, że kobiety to słaba płeć, ale według badań psychologów jesteśmy znacznie silniejsze od mężczyzn. Skąd więc to przekonanie, że możemy mniej, że nie damy rady?

Myślę, że wynika to z uwarunkowań ewolucyjnych, które sprawiły, że mężczyźni mają mocniejszą budowę, więcej siły i mięśni. Ta siła była niezbędna do przeżycia w trudnych warunkach jaskiniowych, do zdobycia pożywienia, obrony przed dzikim zwierzętami. Dzisiaj poradzić sobie z rzeczami "wielkiej wagi" może każdy. Ogromna siła już nie jest potrzebna, by przetrwać. Mamy wiele udogodnień do dyspozycji – wózki widłowe, windy, walizki na kółkach etc., więc fizycznie radzimy sobie podobnie jak mężczyźni. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę siłę wewnętrzną, można uznać, że w dzisiejszych czasach to kobiety są siłaczkami! Dzisiaj kobiety nie tylko dbają o gospodarstwo domowe, wychowują dzieci, zajmują się schorowanymi rodzicami, ale równolegle uczą się, studiują, piszą doktoraty, pracują zawodowo, rozwijają się, dbają o zdrowie i wygląd fizyczny – są wielozadaniowe.

Niestety, ta wielozadaniowość często nie jest ich wyborem, wynika z sytuacji i okoliczności, w których znajdują się kobiety. Muszą podjąć działanie, bo nikt za nie tego wszystkiego nie zrobi. Wystarczy choćby wspomnieć o samotnych kobietach z dzieckiem, które nierzadko są pozostawione same sobie, bez wsparcia ze strony ojca dziecka czy rodziny. One nie mają wyjścia. Nie mogą zająć się jedynie wychowywaniem dziecka i domem, bo nikt im za to nie zapłaci, muszą zarobić na swoje utrzymanie.

Kobiety często określane są przez pryzmat ról społecznych – matki, żony, partnerki, córki, siostry. To buduje czy raczej ogranicza?

Stereotypy – w bardzo wielkim skrócie – nadmierne uogólnienia, ograniczają. Trudno się z nimi walczy, ponieważ zakodowane są zarówno w społeczeństwie, jak i na prywatnym gruncie od lat, od stuleci. Ich ugruntowaniu sprzyjał system patriarchalny, wspierany przez struktury religijne. W Europie przez stulecia jedynym słusznym ideałem kobiety był ten zaczerpnięty z religii. Miała być podobna do Maryi: pokorna, posłuszna i oddana. Wraz z powszechnym dostępem do edukacji, zeświecczeniem (sekularyzacją) społeczeństwa i rodzącymi się ruchami feministycznymi kobiety przestały godzić się na z góry powierzone im role. Na nowo szukają swojej drogi, na nowo określają i budują swoje role społeczne.

Oczywiście część kobiet pełni tradycyjne role, ale są przy tym również świetnymi fachowcami w świecie, który był do niedawna zarezerwowany dla mężczyzn: są inżynierami, naukowcami, politykami. To wejście do "męskiego" świata powoduje również zmiany na poziomie myślenia i na poziomie języka – świadczą o tym burzliwe dyskusje na temat feminitywów. Same kobiety mają problem, czy chcą, by nazywać je np. politykami czy polityczkami.

Przed kobietami jest coraz więcej wyzwań – pojawiają się nowe role i możliwości rozwoju. Kobiety coraz śmielej podkreślają swoją potrzebę realizowania się na innych polach niż te tradycyjne. Proszę zauważyć, że kobiety, które świadomie nie chcą być matkami, coraz częściej mówią o tym publicznie. Wywołuje to często falę krytyki, ale jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia, by w dyskursie publicznym komunikować to jasno i otwarcie. Kobieta, która nie chciała mieć dziecka, uważana była za dziwną, złą, nienormalną. Rola matki tak mocno była wpisana w bycie kobietą, że trudno było przyjąć, że świadomie można dokonać takiego wyboru. A przecież nie każda kobieta ma potrzebę realizowania się w macierzyństwie. To jest coś, co zostało nam, kobietom, narzucone.

Poza wspomnianym już stereotypem słabości w naszej kulturze istnieją także te pozytywne, jak np. stereotyp czułości, macierzyństwa, kobiecego piękna.

Myślę, że czasami potrafią nieźle namieszać nam w głowach. Dotyczy to szczególnie kwestii kobiecej urody. Z jednej strony jesteśmy bombardowane zdjęciami nierealistycznie wyglądających kobiet, uznajemy je za prawdziwe, bo nie zdajemy sobie sprawy, co za nimi naprawdę stoi: operacje plastyczne, filtry, Photoshop.

Z drugiej strony jesteśmy coraz lepiej wykształcone, bardziej świadome siebie i swoich praw. Kiedy zderzamy się z jakimś stereotypem, już nie przyjmujemy go ze ślepą wiarą. Mamy narzędzia, by sprawdzić, co za nim stoi. Widać to dość dobrze na przykładzie ruchów inkluzywnych. Do świata beauty wprowadzane są kobiety, które nie są klasycznymi pięknościami: starsze, z rozstępami, w rozmiarze większym niż rozmiar 0, o nieoczywistej urodzie. Te idee zataczają coraz szersze kręgi, jest więc nadzieja, że kobiety znajdą siłę, by być sobą i żyć w zgodzie ze swoimi wartościami.

Czy w dobie indywidualizmu i pędu za sukcesem możliwe jest jeszcze siostrzeństwo i kobiece wsparcie?

Chociaż idea kobiecego wsparcia istniała w tradycyjnych społeczeństwach od wieków, to, przynajmniej w Polsce, nie była ona szczególnie doceniana, a nawet nazwana. To ciekawe, że w języku polskim powszechnie używa się słowa "braterstwo", ale o "siostrzeństwie" słyszymy rzadko. To dziwne, bo jak nazwać tradycyjne, wielopokoleniowe wspólnoty kobiet połączone podobieństwem losów, które spotykały się regularnie przy przędzeniu lnu lub darciu pierza, by rozmawiać, śmiać się i płakać?

Siostrzeństwo pojawiło się na naszych ustach całkiem niedawno. Najpierw jako efemeryczne grupy kobiet, które zaczynały tworzyć zamknięte kręgi wsparcia, a od kilku lat jako idea solidarności kobiet, które nie godząc się na zmiany prawa aborcyjnego, wyruszyły na ulice, by walczyć o przyszłość swoją i swoich dzieci. A więc tak, odpowiadając na to pytanie: przyjaźń i wspólne działanie kobiet jest możliwe, jeśli łączy je ważny cel. To się dzieje na naszych oczach, doświadczamy tego właśnie teraz.

Kobieta jako nieskończoność – jak zinterpretowałaby pani tę myśl?

To dosyć trudne pytanie, a odpowiedzi może być kilka. Każda z nas ma zapewne swoją interpretację tego stwierdzenia. Po pierwsze, możemy stereotypowo spojrzeć na kobietę jako matkę, dawczynię życia, dzięki której ród, rodzina przetrwa przez kolejne pokolenia. Ale możemy pomyśleć o kobiecie jako indywidualnej jednostce, która nie jest z góry zaprogramowana do tylko jednego sposobu życia. Przed nią wiele możliwości i potencjalnych dróg do wyboru. Nieskończoność to również nieustawanie w dążeniu do celu, trwałość, pewność – kobiety są w tym nieocenione!

Jesteśmy nieskończenie silne, odważne, twórcze, kreatywne – dlaczego więc tak niewiele kobiet wierzy w swoje możliwości?

To jest problem, z którym pacjentki bardzo często trafiają do mojego gabinetu. Wykształcone, inteligentne, zadbane, dobrze funkcjonujące społecznie, ale pozbawione wiary w siebie – z niskim poczuciem własnej wartości. Pracujemy nad tym, ale to dość złożona praca – musimy pracować z przekonaniami, które zostały im wdrukowane we wczesnym dzieciństwie. Dziewczynki ciągle są wychowywane tak, by były grzeczne i miłe, by weszły w stereotypowe role. Róż dla dziewczynek, błękit dla chłopców. Lalka i garnuszki dla dziewczynki, samochodzik i piłka dla chłopca. Najlepiej, żeby nie sprawiały kłopotów, nie eksplorowały świata, nie pobrudziły sukienki i nie obtarły sobie kolan. By nie miały własnego zdania, przytakiwały, ustępowały, ceniły autorytety. By były skromne i nie chwaliły się swoimi sukcesami, bo przecież "samochwała w kącie stała".

Wychowywana w taki sposób dziewczynka nie uczy się zaufania do siebie, boi się przekraczać granice, podejmować własne decyzje. System edukacji też jej nie wspiera. Tak ukształtowana w domu i w szkole, musi sama odnaleźć w sobie siłę, by zrozumieć, że płeć nie może stać na przeszkodzie do realizacji marzeń.

Lubimy czuć się piękne i podkreślać swoją kobiecość, choć niechętnie się do tego przyznajemy. Dlaczego miłość do samej siebie jest tak trudna?

Tak, to bardzo trudne i niewiele osób tak naprawdę to potrafi. Można być kochanym przez rodzinę, partnera, przyjaciół, przez tłumy, a nie kochać siebie samego. Widzimy to często w przypadku celebrytów. Na pierwszy rzut oka mają wszystko, ale czegoś jednak brakuje!

Myślę, że warto na początku wyjaśnić, na czym polega miłość do samej siebie, ponieważ często jest mylona z egoizmem. A kochanie siebie nie ma z egoizmem nic wspólnego! Osoba, która siebie kocha, jest wobec siebie życzliwa, można powiedzieć, że jest swoim najlepszym przyjacielem. Nie oznacza to, że jest pobłażliwa wobec siebie, ale stawia sobie realistyczne cele. Zna swoje możliwości, ale również swoje ograniczenia. Adekwatnie do swoich zasobów i potrzeb rozwija swoje zainteresowania, umiejętności, realizuje swoje pasje, dba o swoje granice oraz swoje zdrowie. Ale również potrafi się bawić, śmiać, utrzymywać więź z innymi, prosić o pomoc.

Z czego zatem ten brak miłości wynika? W dużej mierze z tego, w jaki sposób odnosili się do nas w dzieciństwie nasi rodzice. To będzie bezpośrednio wpływać na to, jak będziemy traktować siebie samych w życiu dorosłym. Jeśli rodzice nas oceniali, krytykowali, porównywali, stawiali nierealistyczne wymagania oraz nie odpowiadali na nasze emocjonalne potrzeby, trudno będzie nam myśleć o sobie dobrze, czuć się ważnym, kochanym. Takie dzieci, a później dorośli czują się gorsi, czują, że nie zasługują na miłość i szacunek.

Niestety tragedia wielu ludzi polega na tym, że szukają miłości wszędzie, tylko nie w samym sobie. To nierzadko powoduje, że wchodzą w destrukcyjne relacje i podporządkowują się partnerowi, by tylko usłyszeć, że są kochani. Na szczęcie nigdy nie jest za późno, by pokochać siebie – można tego dokonać w procesie własnej terapii.

Biżuteria to jeden z odwiecznych, kobiecych atrybutów. Ta z symbolem nieskończoności ma dodatkowo podkreślić naszą siłę i wyjątkowość. Czy symbole i piękne dodatki mogą pozytywnie wpłynąć na pewność siebie i samopoczucie?

Biżuteria to nie tylko piękna ozdoba czy lokata kapitału. Noszenie jej wpływa na poczucie naszej atrakcyjności, a tym samym na nasze samopoczucie. Oprócz walorów estetycznych może mieć także charakter symboliczny. Może być pamiątką przypominającą nam o ważnym dla nas osiągnięciu, np. zdanym egzaminie. Możemy otrzymać od bliskiej nam osoby bransoletkę z koniczynką, która ma zapewnić szczęście; kompas, by zawsze wskazywał właściwy kierunek; kulę ziemską, by podtrzymywać w sobie ciekawość świata; infinity – symbol nieskończoności, by przypomnieć sobie o stałości uczuć; serce – tego symbolu nie trzeba nikomu tłumaczyć.

Kiedy spojrzymy na prezent z danym symbolem, będziemy wracać do chwil, które były dla nas przyjemne czy ważne, a także do ludzi, którzy nas obdarowali. Będziemy w tym momencie odczuwać podobne emocje, które kiedyś nam towarzyszyły. Tak często, jak będziemy wracać myślami do tamtych zdarzeń, tak często będziemy czuć się lepiej, a przyjemne zdarzenia będzie przypominała nam właśnie biżuteria z danym symbolem. Branża jubilerska daje nam dzisiaj nieskończone możliwości.

Dzień Kobiet to wyjątkowe święto, ale moc i piękno kobiecości powinniśmy celebrować codziennie – nie tylko 8 marca. Ma pani sprawdzone sposoby na wzmacnianie poczucia własnej wartości każdego dnia?

Takich technik jest całkiem sporo! To zaledwie kilka z nich:

∙ Doceniaj swoje osiągnięcia – szukaj nawet drobnych sukcesów i powodów do radości. Doceniaj to, że poćwiczyłaś, ugotowałaś pyszny obiad lub że powstrzymałaś się od kąśliwego komentarza ☺

∙ Nie porównuj się do innych. Inspiruj się innymi, ale porównuj się tylko do siebie. Jedyną osobą, z którą możesz się porównać, jesteś ty sama.

∙ Próbuj nowych rzeczy. Robienie nowych rzeczy działa na twój umysł jak fitness, ale również dodaje pewności siebie.

∙ Unikaj generalizowania – poznasz je po słowach takich jak: "nigdy" czy "zawsze", np. "Mnie nigdy nic nie wychodzi". Nie mów tak do siebie, to nieprawda.

∙ Odwołuj się do faktów, np. "Na razie nie jestem mistrzynią haftowania".

∙ Stwórz listę własnych sukcesów i osiągnięć. Aktywnie spisuj swoje osiągnięcia w dzienniczku osiągnięć, a będziesz mogła do nich wrócić w chwili zwątpienia.

∙ Dbaj o swój umysł, troszcząc się o swoje ciało. Umysł i ciało są jednością. Nie możemy czuć się dobrze psychicznie, jeśli zaniedbujemy zdrowie fizyczne. Pamiętaj o tym, by wprowadzić na stałe aktywności fizyczne do planu swojego tygodnia.

∙ Korzystaj z pomocy psychologa lub psychoterapeuty. Kiedy samodzielne próby nie przynoszą efektów, wtedy warto zgłosić się po pomoc do specjalisty. Praca z nimi pozwoli odkryć głębsze przyczyny twojego obecnego stanu psychicznego.

Dziś coraz częściej słyszymy, że przyszłość jest kobietą. Zgadza się pani z tym stwierdzeniem?

Rzeczywiście, kobiety coraz częściej pojawiają się w różnych miejscach, do których jeszcze niedawno miały ograniczony dostęp: w biznesie, gospodarce czy polityce, jednak myślę, że takie stwierdzenie buduje podziały. Tu nie chodzi o świat bez mężczyzn, jak w filmie "Seksmisja", ale o równość, partnerstwo i sprawiedliwość. W takim świecie zarówno kobiety, jak i mężczyźni będą mogli w pełni rozwinąć swój potencjał.

Podziel się:
Skopiuj link:
uwaga

Niektóre elementy serwisu mogą niepoprawnie wyświetlać się w Twojej wersji przeglądarki. Aby w pełni cieszyć się z użytkowania serwisu zaktualizuj przeglądarkę lub zmień ją na jedną z następujących: Chrome, Mozilla Firefox, Opera, Edge, Safari

zamknij