fot. Instagram
Podziel się:
Skopiuj link:

W ciągu roku kupiła tylko kilkanaście rzeczy. "Każda zmiana nawyków wymaga wysiłku"

Eliza Sobczuk prowadzi popularnego w sieci bloga "Pokolenie Zero Waste". W rozmowie z SO Magazyn mówi, jak uniknąć pokus w czasie wyprzedaży i Black Friday oraz jakie sztuczki stosują duże koncerny odzieżowe.

Patrycja Ceglińska-Włodarczyk: Zbliża się gorący czas wyprzedaży i promocji. Jak nie ulegać i nie kupować w nadmiarze?

Eliza Sobczuk, autorka bloga "Pokolenie Zero Waste": Radziłabym zminimalizować ryzyko natknięcia się na wszelkie promocje i sugestie. Jeśli możemy, omijajmy galerie handlowe, wypiszmy się z newsletterów, gdzie dostajemy od marek informacje o atrakcyjnych rabatach. Poza tym możemy w mediach społecznościowych wyciszyć strony, które mogą nas kusić. Wiadomo, czasami nie da się tego uniknąć, ale możemy zminimalizować te pokusy.

Zawsze polecam też robić na bieżąco listy zakupów, spisywać to, czego potrzebujemy. Kiedy zauważyłam, że moje spodnie dresowe powoli kończą swój żywot, zapisałam sobie, że muszę zacząć poszukiwania nowych. Kupuję ubrania tylko w drugim obiegu, więc szukałam w lumpeksach i na platformach sprzedażowych. Po jakimś czasie trafiłam w końcu na to, czego potrzebowałam. Staram się nie przeglądać ciągle stron internetowych, rozglądam się dopiero w momencie, kiedy coś mi się przyda.

Zdarza się, że czasami z nudów przeglądamy oferty sklepów albo wchodzimy do centrów handlowych. A tam cała masa pokus i kupujemy coś pod wpływem impulsu.

Przemyślana lista zakupów pomaga nie ulegać takim impulsom. Zanim coś kupię, to zastanawiam się, czy naprawdę tego potrzebuję i czy będą to nosiła. Przykładowo, czy na pewno mam z czym zestawić żółty sweter, nad którym właśnie się zastanawiam? Czy będzie mi pasował do reszty rzeczy? Doskonale zdaję sobie sprawę, że czasami kusi nas niska cena. I to nie tylko w sieciówkach, bo w lumpeksach też można ulegać pokusom. Teoretycznie te rzeczy z drugiego obiegu są ekologiczne, ale łatwo popaść w taką pułapkę kupowania w nadmiarze.

Kupowanie dużej ilości rzeczy w lumpeksie też nie jest ekologiczne i nie ma związku ze świadomymi zakupami.

Dokładnie. Świadoma i odpowiedzialna moda to przede wszystkim "mniej zakupów". Mniej i bardziej przemyślane.

Ile rzeczy kupiła sobie pani w tym roku?

Powiem szczerze, że nie liczyłam, ile kupiłam. W pierwszej połowie roku na pewno nic nie kupiłam, ponieważ nie miałam takiej potrzeby. Poza tym kupuję tylko w drugim obiegu, a wtedy nie zaglądałam do lumpeksów, nie miałam też nic konkretnego na liście do kupienia. Ale na pewno nie kupiłam więcej niż 10-15 rzeczy. Teraz na sezon zimowy kupiłam ze trzy swetry, bo miałam braki.

Sporo też mówi się o tzw. greenwashingu. Duże koncerny próbują przekonać nas do zakupów "ekologicznymi" hasłami. Pojawiają się takie pojęcia jak np. poliester z recyklingu. Niektórzy z nas ulegają takim komunikatom. Jak weryfikować, czy dana firma rzeczywiście działa etycznie i z korzyścią dla środowiska?

Jedynym sposobem, aby nie dać się oszukać jest dogłębna analiza tego, co robi firma. To, że jeden produkt jest ekologiczny, a firma ma w swojej ofercie tysiące innych rzeczy, to to jest greenwashing. Ciężko wtedy powiedzieć, że marka działa w sposób zrównoważony czy etyczny, jeśli mają jeden produkt, który twierdzą, że wyprodukowali w odpowiedzialny sposób.

Ale na taką analizę i zgłębienie tematu certyfikatów czy raportów potrzeba czasu i wiedzy. Nie każdy wie, który certyfikat jest wiarygodny i na co zwracać uwagę. To jest trudne. Jako konsumenci mamy sporo do zrobienia. Na pewno tutaj potrzeba samozaparcia i nie dziwię się osobom, które nabierają się na te wszystkie "eko" etykietki, bo nie każdy ma czas, aby to dobrze sprawdzić.

Jeśli chodzi o ten poliester z recyklingu, to coraz więcej marek go promuje i przedstawia się jako bardziej zrównoważone firmy. Ja również nazwałabym to greenwashingiem. To dalej jest plastik. Zakładając takie ubranie mamy niski komfort noszenia, ponieważ te ubrania sprawiają, że bardzo się pocimy. To tak jakbyśmy założyli na siebie foliówkę. Poza tym z tych ubrań z każdego prania z włókien uwalnia się do wody mikroplastik, który trafia do oceanów. Dodatkowo poliester z recyklingu często powstaje z przetworzenia butelek PET, które są bardzo dobrym surowcem, który można przetwarzać kilka razy. Natomiast, gdy przetworzymy je raz na ubrania, to potem nic z nich nie możemy już zrobić. Wypadają z obiegu.

Widziałam kilka razy komentarze w takim tonie: "Większość rzeczy ma z lumpeksu, a i tak czasem kupuje w sieciówkach. No nie wiem, czy naprawdę jesteś świadomy i odpowiedzialny". Czy takie skrajności mają sens?

Jestem bardzo daleka od oceniania. Nie zapominajmy o tym, że każdy ma inną sytuację. Jedna osoba może kupować w sieciówkach, ale robi szereg innych rzeczy, np. nie ma samochodu i nie je mięsa. Nikt nie jest idealny i w dzisiejszym świecie nie da się żyć w 100 proc. proekologicznie. Musielibyśmy się przenieść do szałasu w lesie i nic nie kupować. Ekoshaming nie pomaga i nie zachęca do podejmowania działań.

Czy posiadając minimalistyczną szafę lub taką złożoną z rzeczy z drugiej ręki da się ubierać na czasie i w trendach?

W sieciówkach jest kilkadziesiąt kolekcji w trakcie roku i te rzeczy szybko pojawiają się w drugim obiegu. I to nie tylko na platformach sprzedażowych, ale również w lumpeksach. W związku z tym można upolować modne rzeczy z drugiej ręki. Poza tym moda zatacza koło, wraca sporo trendów, więc w second handach można znaleźć naprawdę wszystko. Drugi obieg to też szafy naszych mam i babć. Tam też można znaleźć perełki, które wracają do mody. Poza tym na pewno będą świetnej jakości.

Jakość to też jeden z wyznaczników świadomej i odpowiedzialnej mody.

Tak. Kiedy kupimy nową rzeczy na wyprzedaży, nie jesteśmy w stanie ocenić jakości. Zdarza się, że po jednym praniu ta rzecz nie nadaje się już do niczego. Kupując coś z drugiej ręki, istnieje prawdopodobieństwo, że ten konkretny produkt był wyprany kilka razy i widzimy, jak wygląda i jak jest zachowany.

W opisie swojego profilu ma pani takie zdanie: "jesteśmy ostatnim pokoleniem, które może coś zmienić". Z jednej strony przekaz jest optymistyczny, z drugiej dość przerażający, bo czas nas goni.

Nigdy nie myślałam o tym negatywnym wydźwięku. Zawsze postrzegałam ten cytat w kategoriach mobilizujących. Młodsze pokolenia są coraz bardziej świadome i zainteresowane zagadnieniami klimatycznymi, odpowiedzialnej mody i zakupów.

Bycie eko jest trudne?

Każda zmiana nawyków wymaga wysiłku. Myślę jednak, że dokonując zmian z myślą o swojej przyszłości czy o przyszłości swoich dzieci, takie eko zmiany łatwiej przychodzą i że jesteśmy wtedy bardziej zmotywowani. Z drugiej strony, weryfikacja pewnych informacji wymaga wiedzy i czasu, co może utrudniać bycie eko.

Wiele osób kojarzy też odpowiedzialne zakupy i bycie eko z wydawaniem znacznie więcej pieniędzy na lepszą modę, na lepsze jedzenie.

Rzeczywiście część rzeczy, np. ekologiczna żywność czy produkty nieopakowane w plastik są droższe. To jest fakt. Ale jednocześnie inne rzeczy, które robimy przynoszą sporo oszczędności. Picie kranówki, planowanie posiłków i zakupy z listą to jest ogromna oszczędność. Nie uleganie sezonowym promocjom i wyprzedażom, świadome podejście do mody też generuje oszczędności. To, że w ogóle będziemy kupować mniej, zostawi sporo w naszym portfelu.

Podziel się:
Skopiuj link:
uwaga

Niektóre elementy serwisu mogą niepoprawnie wyświetlać się w Twojej wersji przeglądarki. Aby w pełni cieszyć się z użytkowania serwisu zaktualizuj przeglądarkę lub zmień ją na jedną z następujących: Chrome, Mozilla Firefox, Opera, Edge, Safari

zamknij