Podziel się:
Skopiuj link:

Ponad podziałami. "Zawsze coś nas łączy z drugim człowiekiem"

Wydaje nam się, że powinniśmy rozmawiać o postępie, technologiach, wdrożeniach, a na głębokim poziomie liczą się wartości, które łączą nas, bez względu na to, jak bardzo się różnimy. I to właśnie tych połączeń potrzebujemy dziś najbardziej - mówi prognostyczka trendów i CEO infuture.institute Natalia Hatalska.

Marta Krupińska: Nowy rok wiąże się z planami, postanowieniami. Po ostatnich bardzo trudnych miesiącach, podchodzimy jednak do nich bardziej ostrożnie, bez hurraoptymizmu. Gdzie w postpandemicznej rzeczywistości jest miejsce na nadzieję na nowe rozdanie i lepsze jutro?

Natalia Hatalska: Nadzieja jest nam w obecnym czasie bardzo potrzebna, ale to, co dominuje, to polaryzacja, wynikająca z ogromnej ilości napięć. Widzimy to nie tylko w Polsce, ale i w USA, gdzie ludzie zaczynają wychodzić na ulice. Trwająca już ponad rok pandemia wzbudza w nas ogromny stres i znacznie ogranicza naszą wolność. Porównałabym ten stan do starego czajnika z gwizdkiem, w którym gotuje się woda i ten gwizdek musi w końcu spaść. My jesteśmy w takim właśnie momencie wrzenia emocji. I niestety, nie umiemy sobie z nimi radzić. Nie rozumiemy, że wszystkie emocje są potrzebne, tylko niektóre z nich są trudne. Dotyczy to zwłaszcza pokolenia dzisiejszych 40-50-latków, którzy zostali wychowani w przeświadczeniu, że emocje trzeba ukrywać, okazywanie ich, np. przez płacz, to oznaka słabości. Nic dziwnego, że ludzie nie wytrzymują, a agresja słowna coraz częściej zmienia się w przemoc.

Z drugiej strony, pandemia zmusiła nas, aby trochę zwolnić i skłoniła do refleksji. Wiele osób zwróciło się w stronę lokalnych produktów, zaczęło żyć bardziej "less waste" i uważniej podejmować decyzje zakupowe.

Ten trend na lokalność był widoczny już wcześniej, jako kontra wobec globalizacji, która dużo nam dała, ale i dużo zabrała, wypłaszczyła nasz świat. A ponieważ ludzie mają potrzebę oglądania, testowania, odkrywania tego, co inne, zaczęli zwracać się w kierunku lokalnych doznań. Po zachwycie wszystkim, co zagraniczne, wartością stało się dla nas, że dany produkt pochodzi stąd. Potem ta lokalność przeniosła się na jeszcze bliższy, sąsiedzki poziom: restauracje, małe księgarnie, które wspomagaliśmy. Wiele osób uświadomiło sobie też, jak wiele rzeczy posiadają i czy na pewno to wszystko jest im potrzebne.

Czy ten trend przyjmie się na stałe? Nie jesteśmy wychowani w szacunku do minimalizmu, jak np. Skandynawowie. I to nawet nie w kwestii konsumpcjonizmu, tylko choćby architektury. W większej części Polski dominuje estetyka "od Sasa do lasa", a nie "mniej znaczy więcej".

Ale już weszła w życie ustawa krajobrazowa i np. Gdańsk, gdzie mieszkam, bardzo się zmienił, zaczyna być widać miasto. Nie gloryfikowałabym też Skandynawów.

Z jednej strony przestawiają się na samochody elektryczne i powietrze u nich się poprawia, ale musimy się zastanowić, gdzie są fabryki, w których produkuje się baterie do tych samochodów. One już takie eko nie są, więc będą zanieczyszczać środowisko w innych miastach czy krajach. Musimy pamiętać, że cały nasz świat jest wielkim skomplikowanym systemem, działającym na zasadzie sprzężenia zwrotnego, gdzie każdy element ma wpływ na siebie nawzajem. Kartezjusz twierdził, że aby poznać cały świat, wystarczy poznać poszczególne jego elementy - osobno medycynę, geografię. Ale wiemy już, że to tak nie działa, że wszystko jest ze sobą połączone. Zaczęliśmy też oddzielać ciało od umysłu, a przecież jedno zależy od drugiego, gdy przeżywamy kryzys, to nasze ciało na niego reaguje, zaczynamy chudnąć, wypadają nam włosy.

Tak samo ze społeczeństwem - to zbiór jednostek, które się różnią, ale są ze sobą powiązane, tak jak nasze ciało, które składa się z wielu odrębnych elementów, ale przecież nos nie jest w stanie funkcjonować bez płuc. Jako społeczeństwo też jesteśmy całością, więc powinniśmy funkcjonować jak jeden organizm. Ponadto, mimo różnych zaburzeń, kryzysów, systemy działają tak, że po zmianie przechodzą w nowy stan równowagi. I nie ma już odwrotu do starego świata. Tak jak dla nas nie ma powrotu do świata bez internetu czy elektryczności. Pytanie jaka będzie ta nowa równowaga, jak wykorzystamy pandemię do zmian, które powinny zaistnieć, dotyczących kwestii społecznych i środowiskowych.

Wiele mówi się o tym, że to ostatni dzwonek na takie zmiany, jeśli nie chcemy doprowadzić do katastrofy klimatycznej.

Musimy mieć świadomość, że pandemie będą się powtarzały. Nie jest tak, że koronawirus to zupełnie nowy wirus, którego nie było, wziął się znikąd. Z badań naukowych wynika, że na świecie jest kwintylion wirusów. To jest 10 do potęgi 30, 10 z 30 zerami. Te wirusy stale są, gdzieś poukrywane w dżunglach, jaskiniach. Tyle, że ludzie zaczęli wchodzić w obszary, w których ich wcześniej nie było, gdzie właśnie kryją się nieznane wcześniej wirusy. Musimy więc się spodziewać, że takich sytuacji, jak obecna pandemia, będzie więcej. W ludzkim rozumowaniu dominują dwie skrajne wizje przyszłości - utopia albo dystopia. Czyli albo wierzymy, że technologia przyniesie nam zbawienie, a gdy tak się nie dzieje to wszystko się zawali, czeka nas walka o zasoby i zagłada.

Moim zdaniem bardziej realistyczna jest koncepcja wymyślona przez Kevina Kelly’ego, jednego z największych myślicieli technologicznych, który mówi o protopii, "pro" od słowa progres, postęp. Zakłada ona, że jako ludzkość robimy dwa kroki do przodu, jeden wstecz, ale w długiej perspektywie standard naszego życia się poprawia. Oczywiście, mamy dziś wiele problemów, z którymi się zmagamy: zmiany klimatu, uzależnienie od technologii. Ale gdy spojrzymy 100 lat wstecz, nasze warunki życia zdecydowanie się polepszyły, dzięki rozwojowi nauki, medycyny. 100 lat temu gdy ktoś miał zawał serca, umierał, dziś defibrylatory ratują-ce życie znajdują się nawet na dworcach.

Wspomniała pani o dystopijnym podejściu do rzeczywistości, które umacniają wszechobecne fake newsy i teorie spiskowe. Skąd taka ich popularność?

Ze względu na niepokoje i napięcia społeczne, teorie spiskowe są niejako uzasadnione, ale mają negatywne konsekwencje. Maria Curie mówiła, że w życiu nie należy się niczego bać, trzeba to tylko zrozumieć. Dziś, gdy mamy coraz mniej czasu na zrozumienie pewnych zjawisk, a fake newsy rozprzestrzeniają się szybciej niż prawdziwe informacje, część ludzi zaczyna w nie wierzyć "at face value", bierze je za pewnik. Badania pokazują, że w Polsce w ostatnich latach wzrosła wiara w teorie spiskowe. To wynika z napięcia i strachu, a że dodatkowo nie mamy dostępu do pełnych informacji, część z nich jest trudno znaleźć czy zrozumieć, to opieramy się na tych przekazach, bo są łatwo dostępne, atrakcyjne i prostsze.

Ten nastrój niepokoju dodatkowo podsyca izolacja. Dystans społeczny, praca zdalna, zamknięte restauracje, ograniczona możliwość podróży - to wszystko sprawia, że kontakty międzyludzkie są mocno ograniczone. Jak to wpłynie długoterminowo na nasze relacje?

Z jednej strony Internet spłaszcza nam kontakty, z drugiej pozwala być w tym kontakcie nawet w tak ekstremalnych warunkach, i to w dowolnym dla nas czasie i miejscu. Ale przenoszenie się do świata cyfrowego ma ogromny wpływ na nasz dobrostan psychiczny. Nie mamy wciąż technologii, która pozwala patrzeć sobie w oczy.

A to jest najważniejszy etap budowania relacji, nawiązywania kontaktu. Ale też nie jest tak, że mieliśmy takie głębokie relacje, przyszła pandemia i to wszystko upadło. Epidemia samotności trwała już wcześniej, pandemia tylko to bardziej obnażyła. Ten brak bezpośredniego kontaktu ma zresztą dalej idące konsekwencje. Widzimy to u dzieci, które teoretycznie, w wersji online pozostają ze sobą w kontakcie, ale są przed tym ekranem bardzo samotne. Edukacja nie polega tylko na przekazywaniu wiedzy w sposób pionowy, z góry, że nauczyciel przekazuje wiedzę, ale i poziomo - dzieci uczą się, funkcjonując w grupie.

Podobnie w przypadku pracy zdalnej. Badania pokazały, że wśród sprzedawców ich efektywność wzrasta o 20-30 proc., gdy pracują razem, uczą się od siebie nawzajem, jak rozmawiać z klientem. Świat cyfrowy opiera się tylko na dwóch zmysłach: wzroku i słuchu. My jako ludzie mamy swój interfejs, który opiera się na pięciu, a nawet sześciu zmysłach. Żebyśmy mogli odbierać otaczający nas świat, tak jak zostaliśmy do tego stworzeni, potrzebujemy też smaku, węchu i dotyku. To mogłoby tłumaczyć np. aktualny fenomen morsowania. Kiedy zanurzamy się w świat cyfrowy, który jest płaski, brakuje nam odczuwania własnego ciała, silnych doznań pozawzrokowych. A morsowanie daje ekstremalne wręcz bodźce zmysłowe.

Z tej potrzeby bycia bliżej ciała i zmysłów narodził się też trend na self-care, szczególnie silny w lockdownie. Zamknięci w domach, trochę z nudów, zaczęliśmy kręcić domowe maseczki, masować się i medytować.

Tylko, że self-care rozumiany jest często opacznie, jako trend głównie w branży beauty. Tymczasem nie wystarczy zrobić sobie maseczki, to są takie "mikro haje", które coś dają, ale niczego nie zmieniają. Self-care polega na faktycznym zaopiekowaniu się sobą, zadbaniu o siebie na poziomie psychicznym, wsłuchaniu się w swoje emocje.

Ta potrzeba zadbania o siebie jest tym większa, że czujemy się zaniedbani przez państwo, mamy silny kryzys autorytetów, nie wiemy, komu wierzyć. Skąd więc brać tę nadzieję, której wszyscy dziś potrzebujemy?

Problem w tym, że jako społeczeństwo przestaliśmy rozmawiać o wartościach. Wydaje nam się, że powinniśmy dyskutować o postępie, technologiach, wdrożeniach, a na głębokim poziomie to, co jest dla nas istotne, to właśnie wartości. Już w latach 70. mówiła o tym Donella Meadows, amerykańska działaczka, bardzo aktywna w dziedzinie ochrony klimatu i zrównoważonego rozwoju. Możemy się różnić, mieć odmienne poglądy, ale istnieje system wartości wspólny dla nas wszystkich To zostało dobrze ujęte w jednym z punktów preambuły konstytucji UNESCO.

Głosi on, że II wojna światowa pokazała, że pokój na świecie nie może być zagwarantowany traktatami politycznymi, bo one tracą wartość, łatwo je zerwać. Dlatego powinien się opierać na wartościach i solidarności, wierze ludzi w to, że pokój jest ważny. Największym zagrożeniem jest skrajnie postępująca polaryzacja i plemienność, to, że się okopujemy w swoich dołach, nie wyglądamy zza linii okopów i wydaje nam się, że każdy jest wrogiem. A nawet gdy weźmie się osobę o skrajnie różnych poglądach, na poziomie wartości znajdziemy punkty styczne, choćby, że dobro i piękno są dobre, przemoc jest zła. W mojej ocenie powinniśmy szukać właśnie takich punktów, które są wspólne, ponad podziałami.

Jan Mencwel w książce "Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta" pisze, że bez względu na poglądy polityczne, ludzi w naszym kraju łączy wrażliwość na przyrodę. Zgadzamy się też w tym, żeby nie betonować polskich miast. Barack Obama mówił, że osoba z którą się nie zgadzasz światopoglądowo, też przecież kocha swoje dzieci. Również Dalajlama powtarza, że zawsze coś nas łączy z drugim człowiekiem. I to właśnie tych połączeń powinniśmy dziś szukać, w debacie publicznej i na poziomie indywidualnym.

Natalia Hatalska – CEO i założycielka infuture.institute – instytutu badań nad przyszłością. Financial Times umieścił ją na liście New Europe 100, a Wysokie Obcasy uznały za jedną z 50 najbardziej wpływowych kobiet w Polsce. Wyróżniona w rankingu "Kogo słucha polski biznes?", jako jeden z 10 najważniejszych autorytetów polskiego biznesu. Jedna z najbardziej wpływowych ekspertek zajmujących się analizą, poszukiwaniem i prognozowaniem nowych trendów. Analityczka, trendwatcherka, autorka licznych projektów badawczych, doceniona m.in Nagrodą Publiczności Kongresu Badaczy Polskiego Towarzystwa Badaczy Opinii i Rynku. Nagrodzona przez Geek Girls Carrots za bycie wzorem kobiety zajmującej się nowymi technologiami oraz tytułem Digital Shaper, wyróżniający wybitne osobowości, za wkład w rozwój gospodarki cyfrowej w Polsce. Autorka wielokrotnie nagradzanego bloga: hatalska.com, książek "Cząstki przyciągania" oraz "Far Future. Historia jutra".

Podziel się:
Skopiuj link:
uwaga

Niektóre elementy serwisu mogą niepoprawnie wyświetlać się w Twojej wersji przeglądarki. Aby w pełni cieszyć się z użytkowania serwisu zaktualizuj przeglądarkę lub zmień ją na jedną z następujących: Chrome, Mozilla Firefox, Opera, Edge, Safari

zamknij