fot. Mateusz Wysokiński
Podziel się:
Skopiuj link:

Mokotowska - ulica czy styl życia?

To tutaj spotkamy celebrytów i czających się na nich paparazzi, gwiazdy noszące wielkie torby z zakupami, a przy odrobinie szczęścia najstarszego polskiego hipisa w stroju Batmana, topmodelkę wychodzącą z cukierni albo żebrzącą panią, tyle że w futrze z norek. Dzień jak co dzień, witamy na Mokotowskiej!

Mało która ulica stolicy może poszczycić się tym, że jej nazwa wpisała się na dobre w świadomości mieszkańców jako symbol określonego stylu życia – nowoczesnego, wielkomiejskiego, lecz niepozbawionego stylu, uroku, odrobiny blichtru i pewnej nonszalancji.

Moda, celebryci i warzywniak

Nie bez znaczenia jest to, że ulica Mokotowska uchodzi za ulicę modową. I choć nie ma tu flagowych butików z wielkimi światowymi markami, ani nawet sieciówek, to jednak sporo tu sklepów, w których można kupić ubrania mniej znanych, lecz znakomitych marek, często niszowych. Mokotowska i przyległe do niej uliczki przyciągają również polskich projektantów – mają tu swoje butiki i pracownie Ania Kuczyńska, Robert Kupisz, Bizuu, Łukasz Jemioł, Izabela Łapińska, Agnieszka Maciejak, a w przeszłości Maciej Zień, Tomasz Ossoliński, Bohoboco, Krzysztof Stróżyna i jako pierwszy – Arkadius.

Nic więc dziwnego, że Mokotowska przyciąga wszystkich, którzy szukają czegoś wyjątkowego i niepowtarzalnego. A wybierać jest w czym: od ubrań, biżuterii, luksusowych okularów, przez niszowe perfumy, kosmetyki, piękne kwiaty, aż po cukiernie, kawiarnie i restauracje, czyli miejsca, w których warto się pokazać, jeśli się jest celebrytą – publikacje w portalach i magazynach plotkarskich gwarantowane! Sława znanych osób spływa równo na całą ulicę, a zwłaszcza na miejsca, w których się pojawiają.

Kilka lat temu Anja Rubik powiedziała w wywiadzie francuskiemu portalowi Madame Figaro, że Słodki-Słony jest jej ulubioną cukiernią na całym świecie. Jak można się domyślać, sprzedaż bułeczek z rodzynkami i jagodzianek w cukierni Magdy Gessler (prowadzonej dziś przez jej córkę Larę) gwałtownie wzrosła. Tak to działa! Wystarczy zresztą poczytać opinie w internecie – wiele z nich mówi o tym, że wybór restauracji albo butiku na Mokotowskiej nastąpił dlatego, że miejsce odwiedziła wcześniej ulubiona blogerka, prezenterka, trenerka fitness albo ktoś znany z tego, że jest znany.
W okolicy Mokotowskiej nawet przyziemne rzeczy smakują najwidoczniej inaczej. Co jakiś czas portale plotkarskie publikują zdjęcia sprzed warzywniaka schowanego w bocznej uliczce, w którym Monika Olejnik czy też Grażyna Torbicka kupują owoce i warzywa. Nic dziwnego – selekcja warzyw i owoców jest lepsza niż w Hali Mirowskiej! Ziemniaki truflowe, topinambury, świeże zioła, mini bakłażany, kwiaty cukinii w środku zimy? Proszę bardzo! Ceny również dostosowane do lokalizacji.

Ulica Mokotowska – inny kawałek starej Warszawy

Fenomen ulicy Mokotowskiej nie wynika jednak tylko z tego, że bywają tu osoby z pierwszych stron gazet, popularne blogerki czy styliści. Sam wygląd Mokotowskiej, wąska jezdnia pomiędzy wysokimi kamienicami z różnych warszawskich epok, piękne witryny cukierni, atmosfera miejscami porównywalna do paryskich uliczek nadają temu miejscu wyjątkowy klimat.

Wchodząc w Mokotowską od strony Placu Trzech Krzyży, widzimy, że ulica szybko robi łuk, a tym samym pokazuje swoją inność na tle pozostałych ulic Warszawy. Nie przypomina prostopadłych i równoległych uliczek Śródmieścia Południowego, krzyżuje się z Wilczą, Piękną i Koszykową i prowadzi prosto do Placu Zbawiciela, przecina go i dociera do Ronda Jazdy Polskiej przy Polu Mokotowskim. Tak naprawdę to w tym miejscu jest początek Mokotowskiej – tu w przeszłości zaczynała się ulica biegnąca ze wsi Mokotów do Warszawy – stąd nazwa.

Mokotowska nie zawsze była ulicą modną. Przez długi czas były to przedmieścia pełne owocowych sadów. Dopiero pod koniec XIX wieku ulicę rozbudowano, pojawili się mieszkańcy nie tylko zamożniejsi, ale również z wyższych warstw społecznych. Na początku XX wieku zamieszkali tu m.in. Braniccy i Lubomirscy – tym samym ulica powoli nabierała bardziej arystokratycznego charakteru, zbliżonego choćby do pobliskich Alei Ujazdowskich czy Placu Trzech Krzyży.
Nie była to również ulica handlowa. W wielu kamienicach nie przewidziano nawet miejsca na sklepy. Pojawiły się one dopiero w budynkach z okresu międzywojennego, lecz wciąż nie była to ulica, gdzie robiło się zakupy. Niewiele było tu nawet sklepów spożywczych. Tak też zostało do dziś.

Galeria Listopadowy spacer po Mokotowskiej

Rozwiń galerię

Jazz, bohema i kryminał

Przez wiele lat powojennej historii ulica Mokotowska nie miała większego znaczenia na mapie Warszawy. Ot, jedna z niewielu ulic ze starymi kamienicami, lepiej lub gorzej utrzymanymi. Dopiero pod koniec lat 50. XX wieku Mokotowska ożyła, bo pod numerem 48 otwarto pierwszy w Polsce klub studencki „Hybrydy”. Niska kamienica, w której sto lat wcześniej mieszkał pisarz Józef Ignacy Kraszewski, wypełniła się młodymi ludźmi, muzyką, używkami i jazzem. W klubie tętniło życie. Było to miejsce koncertów, spotkań literackich, kabaretów, nie wspominając o tym, że Hybrydy przyciągały tłum najmodniejszej młodzieży stolicy i bohemę artystyczną, m.in. Wojciecha Młynarskiego, Jonasza Koftę, Michała Urbaniaka, Tomasza Stańko czy Jana Pietrzaka. Klub zamknięto na początku lat 70. i Mokotowska ucichła.

Dopiero na przełomie lat 70./80. ulica znów ożyła w świadomości mieszkańców Warszawy, tym razem za sprawą filmów kryminalnych. Scenarzyści bardzo chętnie osadzali tu zabójstwa w popularnym serialu „07 zgłoś się” i filmie „Zabij mnie, glino”. Wiele lat później, uznany pisarz kryminałów, Zygmunt Miłoszewski, miejsce zbrodni w swojej powieści „Uwikłanie” umieścił również na Mokotowskiej.

Trochę niezrozumiałe wydają się powody kryminalizacji tej ulicy, bo w swojej historii Mokotowska nie może „poszczycić się” ani jakimiś spektakularnymi zbrodniami, ani nawet podwyższoną przestępczością. Prawdopodobnie jednym z powodów był sam wygląd ulicy: gęsta, wysoka zabudowa i ciemne, często obskurne podwórka w kamienicach. To dobrze wygląda w filmach, zwłaszcza w kryminalnych. A takich obiektów filmowych na ulicy jest wiele.
Wciąż można tu znaleźć prawdziwe przedwojenne oficyny. Kamienica nr 65 ma ich aż dwie, a na dodatek piękną starą kapliczkę Matki Boskiej. Nieopodal, na rogu Mokotowskiej i Wilczej (w stronę Alei Ujazdowskich) stoją budynki, w których przed 100 laty straszyło, a mieszkańców budził nocą przeraźliwy stukot. Tajemnicy oczywiście nie wyjaśniono, ale tę miejską legendę powtarzano w Warszawie przez kilkadziesiąt lat.

Jeśli jesteśmy przy sprawach mrocznych, to warto wspomnieć głośne, choć tragiczne w skutkach zdarzenie z historii ulicy Mokotowskiej. W 1914 roku u zbiegu ulic Mokotowskiej, Kruczej i Pięknej, tuż przed okazałą kamienicą na Mokotowskiej 33, doszło do jednego z pierwszych śmiertelnych wypadków samochodowych w Warszawie. Wielki kabriolet, pędzący zawrotną jak na tamte czasy prędkością 50 km/h, wpadł w poślizg. Kierowca zmarł w wyniku poniesionych obrażeń, a „na miejscu znaleziono poszarpane zwłoki staruszki” – jak donosiła wówczas prasa. „Staruszka” okazała się 51-letnią nauczycielką i autorką opowiadań dla młodzieży. Tyle mrocznych historii z Mokotowskiej.

Ekscentrycy i hipsterzy

Atmosferę ulicy tworzą również ludzie. Nie tylko ci najmodniejsi, w najdroższych kreacjach. Mokotowska jest egalitarna, zwłaszcza bliżej Placu Zbawiciela, który jest mekką warszawskiego hipsterstwa. Jeśli będziemy mieć szczęście, spotkamy najstarszego polskiego hipisa, Krzysztofa Brandta, prawnuka znanego XIX-wiecznego malarza Józefa Brandta. Pinki, bo tak wszyscy na niego wołają, jest bohaterem komiksu, ma długą siwą brodę i bardzo ekstrawaganckie stroje. Raz wychodzi z domu w kostiumie Batmana, innym razem w pistacjowych spodniach na kant i różowym t-shircie. I zawsze świetnie pachnie, jest w końcu stałym bywalcem pobliskiej perfumerii Galilu. Bo styl trzeba mieć, zwłaszcza gdy się mieszka na Mokotowskiej.

Spacer przez Mokotowską warto zakończyć na Placu Zbawiciela. Można się tu napić kawy albo co nieco przekąsić. Kiedyś martwe miejsce na mapie stolicy (był tu jedynie sklep rybny, księgarnia muzyczna i mały bar obiadowy), dziś jest jednym z piękniejszych placów Warszawy. Od rana do nocy tętni tu życie gastronomiczne i towarzyskie, jest większa swoboda i zdecydowanie młodsza klientela. To chyba najbardziej liberalne miejsce w Warszawie, czego symbolem była stojąca tu kilka lat tęcza, a jej wiernymi ambasadorami hipsterzy z Planu B.

Mokotowska ma swój urok.Niezależnie od tego, czy robimy tu zakupy, czy nie. Spacer od Placu Trzech Krzyży w kierunku Placu Zbawiciela może być przyjemnością, a czasem nawet przygodą. Mokotowska zmienia się dynamicznie i co rusz otwierają się nowe miejsca. Wystarczy mieć oczy szeroko otwarte, trochę czasu i chęci na odkrywanie – a wtedy niespodzianki gwarantowane!

Podziel się:
Skopiuj link:
uwaga

Niektóre elementy serwisu mogą niepoprawnie wyświetlać się w Twojej wersji przeglądarki. Aby w pełni cieszyć się z użytkowania serwisu zaktualizuj przeglądarkę lub zmień ją na jedną z następujących: Chrome, Mozilla Firefox, Opera, Edge, Safari

zamknij